wyszukiwarka mp3 g dobre programy dobre programy ares program ares pobierz
    
 On-line
    Kategorie
 - Seriale
 - Inne
    TOP
    Menu

 Download
    Filmiki
    Mp3
    Flashe
    Narzędzia

 Rozrywka
    Ale gafa!
    Fotki
    Teksty
    Dowcipy
    Popraw humor
    Docinki
    Gry Online
    Bramka SMS
    Bramka GG

 Gry Java
Extra gry java o wspaniałej jakości obrazu dostępne dla telefonów: Nokia
Siemens
Samsung
Motorola
Sony Ericsson
Gry java
więcej   

 Statystyki
On-line jest: 14 osób
Odsłon: 34440793
statystyki www stat.pl






14 - THE BLACK CASE
zatwierdził: @res :: Kubuś Puchatek :: Czytań: 6397

  Nad Stumilowym Lasem wstawał upalny majowy poranek. W domku Puchatka panowała niepokojąca cisza...
  - Łooojeeezuuu - jęknął Królik, któremu przypadł wątpliwy luksus przebudzenia się jako pierwszy - Boże,
  dlaczego ja jeszcze nie umarłem.
  - Coś ty się taki, kurwa, religijny zrobił - warknął Tygrysek - to że ktoś jest wszechmocny, to jeszcze nie znaczy,
  że da ci, ochlapusie, środek na kaca!
  - Ja wam mówię, że te pijatyki sprowadzą na nas jakieś nieszczęście - zaczął jak zwykle smęcić Kłapouchy.
  - Posrać się można jak was się słucha - wkurwił się Puchatek - parę dni świąt i już wam odpierdala - jakaś
  dewocja, jakieś czarnowidztwo, do dupy z taką robotą!
  - Tylko nie dewocja! Przecież nie dobieram się do Krzysia! - zaperzył się Królik.
  - To by była dewiacja, popaprańcu, a zresztą nieważne...
  - Błuebublbulee - Prosiaczek, czując że nie dobiegnie do łazienki, narzygał Puchatkowi do szuflady w komódce w
  myśl dewizy "oddaje tobie co kryje w sobie".
  - Ty lamo, tam były moje czyste skarpetki, tylko tydzień je nosiłem! - Puchatka zaczął powoli trafiać szlag.
  Darmowe dostawy HERACLESA od Babajagi sprawiły, że brygada pławiła się w tym szlachetnym trunku, obficie
  zwracając jego nadwyżki na całym obszarze domku Kubusia.
  - Idę się odlać, przy okazji wytrzepię kapucyna, to najprzyjemniejsza chwila dnia - rozmarzył się Tygrysek
  chwiejnie sterując do łazienki.
  Ciszę jaka zapanowała po tym szczerym wyznaniu przerwało łomotanie do drzwi.
  - Kurwa jego w pizdę zajebana mać, kogo tu przyniosło? - zdziwił się Puchatek otwierając drzwi.
  W progu stał Meksykaniec. Wielki jak kurwa mać. Cały w czerni. A pod pachą dźwigał czarny futerał na gitarę.
  Puchatek potrząsnął głową nie będąc pewnym, czy to się dzieje na prawdę, czy to jeszcze efekt wczorajszej porcji
  kwasiku.
  - Ożeż ku... - wystękał cofając się.
  Meksykaniec rozejrzał się po pokoju, następnie odstawił futerał i wolno podszedł do Puchatka, który niepewnie
  rozejrzał się po pokoju. Tygryska nie było, Prosiak bełtał dalej niż widział, Kłapouchy spowity dymem marychy
  był w nastroju hipisowsko-pacyfistycznym, natomiast Królik siedział skulony w kącie i udawał, że go tu w ogóle
  nie ma, a tak na prawdę to on wcale nie istnieje. Znikąd nie można się było spodziewać pomocy.
  - Ja pierdolę, ale odlot - wystękał niedowierzając Kłapouchy - Dobry ten towar...
  - I'm looking for a man - zaczął Meksykanin. - Who call himself Ty-gry-sek - wysylabizował z kartki - Do you
  know him?
  - Dat tol end blek-orenż? - zapytał nienaganną angielszczyzną Puchatek.
  - Yes - ucieszył się nieznajomy.
  - Lajk... pluszowy tajger? - zapytał Kubuś.
  - Yes - potaknął obcy.
  - Sory - pokręcił głową Puchatek - Aj dont noł him. End przy okazji... nie bądź taki, kurwa, protekcjonalny, bo
  cię rozpierdolę.
  Nieznajomy zrobił zdziwioną minę, a po chwili skoczył do futerału. Błyskawicznie go otworzył, chwilę w nim
  grzebał, po czym już stał trzymając w łapach największego gnata, jakiego Kubuś kiedykolwiek widział.
  - Kurwa, panowie, help - wyjęczał. Jego podręczna giwera leżała nienaładowana kilka metrów od niego.
  Nieznajomy wycelował w Puchatka, który poczuł że już nigdy nie napije się miodku... 
  Rozległ się straszny huk. Gdy dym opadł wszyscy zobaczyli Prosiaczka z wiernym Uzi w łapkach, z którego
  wpakował całą serię w serducho Meksykańca.
  - Wiecie, już chyba wszystko wyrzygałem - stwierdził z błogim uśmiechem na ryjku.
  - Co ty w chuja sobie ze mną lecisz, gdybyś rzygał sekundę dłużej mógłbyś mnie zeskrobywać z tamtej ściany -
  wymamrotał Kubuś - a tak wogóle to dzięki...
  - Ktoś tu pukał? - spytał się Tygrysek, który właśnie wrócił z kibelka - słyszałem jakieś stuki.
  - Ty pokurwieńcu - rzucił się na niego Króliczek - mogliśmy wszyscy przez ciebie zginąć, szukał cię jakiś
  skurwysyn, który nas mało nie powystrzelał!
  - No to co? Przecież żyjecie - stwierdził z lodowatym spokojem Tygrysek, który był jeszcze zaprzątnięty myślami
  o nagiej Britnej Spirs (dobry gust nie był jego mocną stroną).
  - Hihihi, trzeba będzie coś zrobić z ciałem, huehuehue - stwierdził rozbawiony Kłapouchy, który miał źrenice jak
  pięciozłotówki - to co, tradycyjnie klienta do ogródka Króliczka?
  - No i w tym miejscu mamy problem - pokręcił głową Królik - Mam już w ogródku więcej trupów niż marchewki.
  Niedługo mi zaczną spod ziemi wyłazić.
  - Ja pierdolę - wysapał Puchatek - Przecież go tu, kurwa, nie zostawimy. Chujowo się komponuje z wystrojem
  pokoju.
  - Dobra - zakomenderował Tygrysek - zawijamy palanta w dywan, do nóżek kamyczki i sru do strumyczka.
  - Nie wypłynie? - zapytał Kłapouchy.
  - Nigdy nie wypływali - uśmiechnął się Tygrysek.
  Po półgodzinie klient był już gustownie zapakowany w stary dywan Puchatka i cała ekipa wesoło podśpiewując
  ruszyła na pobliski mostek, gdzie kiedyś, gdy byli jeszcze za mali aby pić i ćpać, grali w "misie-patysie".
  - Dobra - Tygrysek otarł pot z czoła, gdy stanęli na mostku. - Liczę do trzech i jubudu gościa do wody.
  - Zaraz - przerwał Kłapouchy - jak będzie "trzy". Czy "raz, dwa, trzy" i dopiero?
  - Nie bądź taki, kurwa, dociekliwy po prostu chlup. Raz, dwa i... trzy.
  Pakunek opadł do rzeki. Po chwili wynurzył się i zaczął wesoło podskakiwać na falach.
  - Coś zjebaliśmy - ze znawstwem stwierdził Królik.
  - No jasne - Tygrysek pacnął się w czoło - Zapomnieliśmy, dęte łosie, o kamieniach. Ja pierdolę, ale dno...
  - Chuj z tym - machnął łapą Puchatek - Jak wypłynie za teren lasu to i tak nam niczego nie udowodnią. Możemy
  wracać. 
  Po powrocie do domu brygada postanowiła bliżej przyjrzeć się rzeczom nieznajomego. Futerał na gitarę zawierał
  wszystko, co jest potrzebne by z łatwością wyprawiać przeciwników na tamten świat: dwa pistolety automatyczne
  z tłumikiem, karabinek snajperski z celownikiem laserowym, 5 granatów, pół kilo Semtexu, zapalniki, komplet
  noży, bynajmniej nie do krojenia sałatki, Magnum 9mm oraz inne, równie zabójcze drobiazgi.
  - No to kurwa pięknie, coś ty Tygrys zrobił, że się taki koleś na ciebie zaczaił? - Puchatek nie mógł nic wymyśleć.
  - Ja to jestem święty - stwierdził Tygrysek - choć gdybym miał układać listę osób którym się naraziłem, to bym
  książkę telefoniczną napisał.
  - Teraz to w sumie nieistotne, ten piździelec robi za pokarm rybkom, dzięki Prosiaczkowi pozbyliśmy się problemu
  - stwierdził Kłapouchy, który zaczął odzyskiwać część zdolności intelektualnych.
  Prosiaczek zaczął otwierać zamek neseseru, który miał przy sobie oprócz futerału nieznajomy. Gdy uniósł wieko
  jego ryjek zalała złocista poświata.
  - Co to jest? - zainteresowali się wszyscy.
  - To jest piękne...
  Tymczasem Meksykaniec charcząc wychodził z rzeczki. Trzymając się za gardło próbował złapać dech.
  Przebywanie w zarzyganym dywanie, a potem w rzeczce składającej się w 50% z odpadów produkcyjnych
  HERACLESA (kwas siarkowy, zgniłe jabłka, metanol, potopione szczury, zacier z drożdży) było ponad jego siły.
  Ciężko dysząc zaczął ściągać ubranie pod którym miał ukrytą kamizelkę kuloodporną.
  - Co za partacze - pomyślał - amatorszczyzna.
  Wprawnym ruchem wyciągnął zza paska spodni rezerwową giwerę.
  - Te dupki nawet mnie nie zrewidowały - pomyślał z mściwą satysfakcją. Był wściekły na siebie, że się tak dał
  podejść, na świat że zmusza go do tak chujowej roboty, na jakiegoś geja w spodniach-piramidach i skórzanej
  marynarce, który zlecił mu wyrównanie krzywd za zabójstwo jego matki i na całą sytuację, która odciągała go od
  naprawdę istotnych spraw, takich jak dostarczenie pewnej ważnej walizeczki.
  - No ale teraz dam im popalić - stwierdził. Poczuł, że odzyskał siły po uderzeniu w pierś - I żywy stąd nie wyjdzie
  nikt...
  W domku Puchatka wszyscy pochylali się nad zawartością walizeczki.
  - Co z tym zrobimy? - zapytał się Króliczek.
  - Jak to co trzęsidupy? Zatrzymamy to! Zdobyliśmy i jest nasze! - Tygrys nie miał żadnych wątpliwości.
  - Spuścił ci się ktoś na mózg?! - zaczął mitygować go Kłapouchy - Lepiej zastanów się do ilu ludzi w tym kraju
  może należeć coś takiego!
  - Patrzcie tu jest kartka! - wykrzyknął Prosiaczek - "Provide to Mr. Kudłaty".
  - My-myśllicie żże to tten Kudłaty? - Króliczek zaczął się jąkć z wrażenia.
  - Tak, ten, kurwa, legendarny szef podziemia na całą Warszawę i kraj, delegat Cosa-Nostry, karteli i Yakuzy na
  Europę Wschodnią! Jasne że on! A może znasz innego?! - Tygryskowi zaczęły puszczać nerwy - Trzeba mu to jak
  najszybciej oddać, może nas nie zabije?
  - A może jednak tak - mruknął Kłapouchy.
  - No tak, na takie numery to my jesteśmy za ciency, taki człowiek wszystko może - uznał Puchatek.
  - Wiecie co, najpierw należy się napić - zaproponował Kłapouchy - u Babajagi czeka na nas kolejna partia wina
  HERACLES - Classic Płońsk Aperitif - odświeżymy się i pomyślimy co zrobić dalej.
  Droga na Piwną Górkę upłynęła im w dość ponurych nastrojach. Suszył ich kac, próbowano ich zabić, a
  przyszłość rysowała się w czarnych barwach.
  - Mówię wam, skończymy na dnie Wisły lub pod cementem w fundamentach jakiejś budowy - prorokował
  Kłapek.
  -The killer awoke before dawn, he put his boots on, He took a face from the ancient gallery, And he walked on
  down the hall - podśpiewywał Prosiaczek.
  Powrót okazał się dużo przyjemniejszy. Szli z górki, nogi same ich niosły, co prawda zygzakiem, niemniej
  skutecznie, po ciałach rozlała się błoga słodycz trunku...
  Gdy wrócili do domku ich serca zmroził strach.
  - Bat ju ar ded - zdołał wykrztusić Tygrysek na widok Meksykańca, który siedział rozwalony w fotelu i trzymał ich
  wszystkich na muszce.
  - No, no, you are deadmens - roześmiał się nieznajomy i warknął - under the wall assholes.
  Brygada wykonała polecenie zostawiając na środku pokoju skrzynki z HERACLESEM.
  - What is this? - zaciekawił się nieznajomy.
  - Polish tequilla - odparł Puchatek - enjoy!
  Meksykaniec wziął jedną butelkę, wyciągnął zębami plastikowy korek i pociągnął spory haust trunku. Nie było to
  jednak to czego się spodziewał. Wypluł szlachetny napój i zamachnął się by stłuc butelkę. W tym momencie w
  Króliczku zagrała bojowa krew.
  - Tylko nie HERACLESA! - Króliczek zbulwersowany marnotrawstwem tak wyborowego napoju zdobył się na
  najodważniejszy czyn swojego życia i zdzielił nieznajomego w łeb porwanym w locie bejzbolem. Meksykaniec z
  cichym jękiem osunął się na podłogę. Teraz cała brygada ruszyła do boju.
  - Bij, zabij!
  - Za HERACLESA!
  - Hej, kto Polak na bagnety!
  - My najpierwsza brygada!
  - Dał nam przykład Bonaparte!
  - Kyrie Eleyson!
  - No teraz to już trochę przesadziliśmy - mruknął Kłapouchy.
  W ciągu kilku sekund nieznajomy ciężko pobity i związany jak szynka babuni leżał u stóp brygady.
  - Teraz już na pewno nie ożyjesz - mruknął Tygrysek wbijając mu kołek w serce.
  - A kto umarł, ten nie żyje... - wycedził Kłapouchy.
  Po chwili ciało Meksykańca owinięte folią i fachowo obciążone cementem zanurzyło się w wodzie, by nigdy nie
  wypłynąć.
  - A teraz szybko zadzwońmy do pana Kłudatego, że chcemu mu oddać jego walizeczkę, bo może być z nami
  chujowo - zadecydował Tygrysek.
  - No, lepiej się pośpieszmy, bo inaczej z rańca przyjdzie dwóch facetów w garniturkach i zarzuci nam, że
  chcieliśmy wydymać pana Kudłatego, a to może robić tylko pani Kudłata - powiedział Puchatek.
  Kłapouchy zaczął wykręcać numer:
  - 0-56655-23-55, halo, spółdzielnia WORECZEK? Chciałbym mówić z obywatelem Kudłatym. Co? Nie ma tu
  takiego? W takim razie powiedzcie mu, że mamy coś, co należy do niego i chętnie mu to oddamy, niestety kurier
  miał drobny wypadek. Kłopoty z sercem...
  Następnego poranka zjawili się wysłannicy mafioza. Zabrali neseser a jako dowód wdzięczności pana Kudłatego
  zostawili darmowe wejściówki do burdelu "Hot Lady". Odtąd kolejne dni upływały brygadzie wśród oparów
  HERACLESA i błogiego lenistwa...

 

  KONIEC CZĘŚCI CZTERNASTEJ






 ~sa [2004-11-19 14:33:23] - stronka
zajefajna tronk super

 ~ktoś [2004-11-22 18:10:13] - jakowyś
zajebiście wulgarna ta stronka.Czasami to przestaje być smieszne://////

 DJ_Max [2005-05-26 07:29:31] - Ciekawa
Ciekawa i przyjemna przygoda. Ponieważ rozwija wątek i będzie jeszcze w przyszłości na ten temat to daję jej "CERTYFIKAT DJ'a MAXA" level 2.. I sądzę że w pełni zasługuje na to.

 dupawolowa [2006-08-05 15:16:56] - Spoko
Ciekawe i trzymające w napięciu. Spox.


Pokaż komentarze na jednej stronie  

Dodaj swój komentarz
nadawca
temat
komentarz


 Menu
    O autorze
    Linki
    Kontakt
    Ankieta
    FORUM

 Zobacz

 Losowe linki

 Subskrypcja
Jeśli chcesz dostawać info o nowościach wraz z porcją humoru to WPISZ SIĘ!



by WebHome

 Tapety
Wspaniałe kolorowe tapety na telefon: Nokia, Siemens, Sony Ericsson, Samsung, Alcatel, Motorola, Mitsubishi, Sagem, Panasonic, Philips.

tapety

 Przyjaciele

życzenia a teksty piosenek Tuning, Motoryzacja Włatcy Móch Gry Online Śmieszne Filmiki Gry na PC-a Gry

© 2002-2007 HUMOR.mocny.com - Mateusz '@res' Bajda | Hosted by mocny.com | CMS by Inter@ - in Poki Lee Sniver